Przejdź do głównej treści

Oficjalna strona I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie Oficjalna strona I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie

Oficjalna strona I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie

Pomaluj świat dzieci w Ghanie

Czcionka:

                                         

to projekt Moniki Kaczmarzyk - absolwentki I LO w Częstochowie  

Projekt miał na celu zapewnienie dzieciom dostępu do edukacji oraz bezpieczeństwa, tak by ich matki mogły pracować spokojnie i bardziej wydajnie.  We współpracy z mieszkańcami wioski, lokalnym samorządem i wolontariuszami udało się stworzyć miejsce do zabaw, rozwoju i nauki.


Chcesz pomóc?

Wystarczą niewielkie wpłaty:

Instytut Afrykański, ul. Kilińskiego 177,

90-353 Łódź;

Numer konta:

33 1020 3378 0000 1102 0172 9474;

Tytuł: Ghana / Pomaluj świat dzieci w Ghanie

 

Zapraszamy Was do poznania historii niezwykłej osoby związanej ze Słowackim

Monika Kaczmarzyk - absolwentka I L.O. w Częstochowie w latach 2004/2005 w klasie prof. Moniki Lichańskiej -Walas

  • Od sierpnia 2014 dzięki projektowi rządowemu współfinansowanemu przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i współpracy z Caritas Polska,  Monika jako absolwentka Akademii im. Jana Długosza i doświadczona wolontariuszka, miała możliwość kontynuować swoją pracę i realizować pasje w Ghanie.
  • Podczas swojego  rocznego pobytu w Ghanie pracowała w szkołach, domach dziecka i w wioskach
  • Poruszona warunkami życia kobiet i ich ciężką pracą, Monika zainicjowała projekt:

Pomaluj świat dzieci w Ghanie”, mający na celu budowę  przedszkola w wiosce  Duadze.

  • Projekt miał na celu zapewnienie dzieciom dostępu do edukacji oraz bezpieczeństwa, tak by ich matki mogły pracować spokojnie i bardziej wydajnie.  We współpracy z mieszkańcami wioski, lokalnym samorządem i wolontariuszami udało się stworzyć miejsce do zabaw, rozwoju i nauki.
  • Budowa, wyposażenie i przygotowanie miejsca pochłonęło ok 24000 PLN (dla mieszkańców wioski była to suma nieosiągalna). 
  • Prace trwały ok 6 miesięcy - potrzeba było odpowiedniej ilości czasy by znalazły się środki na wyposażenie miejsca.
  • Wsparcie finansowe w 99% pochodziło od grona najbliższych przyjaciół, znajomych, projekt wspierały osoby prywatne i firmy, osoby z Polski, Europy, aż po Afrykę.
  • 28 grudnia 2013 r. nastąpiło oficjalne otwarcie  Janusz Korczak Day Care Center w Duadze w Ghanie przystosowanego dla najmłodszych dzieci z wioski i okolic.
  • Day Care Center nie ma żadnego wsparcia ze strony państwa ani władz regionalnych. Całe utrzymanie przedszkola zorganizowane jest przez Monikę i darczyńców
  • Monika w ramach uznania za zasługi została utytułowana tytułem królewskim, nadano jej imię  NKETESAIHEMAA OBAHEMAA NANA AFUA MBORWA 1st ( Królowa rozwoju i opiekunka dzieci).
  • Od 2013 Monika dzieli swoje życie między Polskę i Ghanę.
  • Na co dzień pracuje jako nauczyciel i terapeuta wśród młodzieży i dzieci w przedszkolu, prowadzi program profilaktyczny wśród kobiet oraz warsztaty dla nauczycieli.
  • Przedszkole obecnie zatrudnia 7 nauczycieli i ma pod opieką ok. 100 dzieci i młodzieży. Dzieci poniżej 5 roku życia w Ghanie, nie są objęte obowiązkiem szkolnym.
  • Miesięcznie utrzymanie przedszkola kosztuje 2000-2300 PLN
  • Kobiety płacą  1,50 PLN tygodniowo, czyli 6 PLN miesięcznie za dziecko w przedszkolu
  • Przedszkole posiada kuchnię, która wydaje dziennie ok 60-65 posiłków.
  • Całe czesne tzn. 1,5 PLN przeznaczone jest na tygodniowy posiłek za te kwoty kupowane są głównie lokalne warzywa i owoce każdego piątku.
  • Dodatkowo co miesiąc kupowana jest  sakwa ryżu ok. 25 kg, baniak oleju 25 l i karton przecieru pomidorowego, czasem ryby w puszce, dodatkowo raz w tygodniu jaja.
  • W ubiegłym roku gościliśmy Monikę w naszej szkole, wielu z Was miało możliwość uczestniczyć w prezentacji przedstawionej przez Monikę.
  • Spotkanie i wizyta w szkole, uruchomiły ideę wsparcia dla dzieci w Ghanie, w wiosce Duadze.
  • Pomysłodawcą jest wychowawca Moniki Kaczmarzyk, prof., Monika Lichańska-Walas. W porozumieniu z samorządem szkolnym, chcemy zainicjować stałą, wieloletnią pomoc finansową i objąć dzieciaki opieką. Rachunki są proste: 
  • W przedszkolu jest ok. 100 dzieci.
  • Miesięczny koszt wyżywienia jednego przedszkolaka = 6 zł PLN

(600 zł/ wszystkie dzieci).

  • Złotówka miesięcznie - ofiarowana przez każdego z WAS, pozwoli zjeść posiłki w przedszkolu każdemu dziecku.
  • Każda klasa może objąć opieką 5 dzieciaków i zagwarantować im miesięczne  wyżywienie.

Czy znajdziecie w sobie empatię, motywację, altruizm ???

Liczymy na zaangażowanie, jeszcze przed feriami zorganizowana zostanie zbiórka pieniędzy w klasach i na zebraniu z rodzicami.

Zapamiętaj !!!!

Tylko jedna złotówka miesięcznie darowana  przez Ciebie, pozwoli zjeść posiłki każdemu dziecku w przedszkolu, w Duadze.


"Jak częstochowianka Monika Kaczmarzyk została afrykańską królową"

Monika Kaczmarzyk jest częstochowianką, absolwentką Akademii im. Jana Długosza. Skończyła pedagogikę społeczną i terapię pedagogiczną. 29-latka swoją przyszłość wiąże z Ghaną, gdzie wybudowała już przedszkole, a teraz chce stworzyć bibliotekę.

  • W małej wiosce stworzyła przedszkole. Teraz chce, by powstała tam jeszcze biblioteka. - To moja misja - mówi Monika Kaczmarzyk, która ma już za sobą dwa wielomiesięczne pobyty w Ghanie i plan, by znowu tam pojechać.

Monika Kaczmarzyk: Pierwszy raz pomyślałam o Afryce, kiedy miałam 13 lat. Czytałam wtedy sporo książek o dzieciach na innych kontynentach. Miałam też kontakt z obcokrajowcami, często misjonarzami, którzy odwiedzali mój kościół, dzieląc się rozmaitymi historiami. Pomyślałam, że kiedyś też bym tak chciała. Decyzja o wyjeździe kiełkowała we mnie długie lata. Podróż w tym kierunku była moim wielkim marzeniem. To, co wydawało się być nieosiągalne, zawsze wzbudzało we mnie wielką ciekawość. Podobnie było z Afryką. Jako mała dziewczynka nie byłam gotowa na taki wyjazd. W końcu przyszedł czas, kiedy wzięłam życie w swoje ręce i postawiłam wszystko na jedną kartę.

Jak tam trafiłaś po raz pierwszy?

- Był początek 2010 r., kiedy z chrześcijańską organizacją Operation Mobilization zdecydowałam się na sześciomiesięczny wyjazd do RPA, który miał przygotować pracowników socjalnych i świeckich misjonarzy do pracy w Afryce. Pomyślałam, że to doskonała okazja, aby zdobyć doświadczenie w pracy z dzieciakami i poznać zupełnie inny świat. Na wyjazd zdecydowało się kilkadziesiąt osób, w tym kilkoro wolontariuszy z Polski. To dało mi przedsmak Afryki, ale wiedziałam, że mam apetyt na więcej. I tak cztery lata później dzięki programowi "European Voluntary Service" trafiłam na projekt edukacyjny do Ghany. Z trójką wolontariuszy z Polski i Włoch na sześć miesięcy zamieszkaliśmy w miasteczku Mankessim. Początkowo jako jedyni obcokrajowcy, z biegiem czasu zaczęliśmy dostrzegać więcej "obroni", czyli w lokalnym języku białych ludzi. W moim przypadku to był początek dłuższej podróży, a wszystko zaczęło się od pracy z dzieciakami w szkole, sierocińcu i kobietami na terenach wiejskich. Ten świat, jakże odmienny, zafascynował mnie do reszty. Miałam przeczucie, że ta podróż tak szybko się nie skończy.

Nie było czegoś, co cię zraziło, wystraszyło, zniechęciło? Przecież to nie jest idealne miejsce dla Europejczyka.

- Pewnie było, i to całe mnóstwo. Przez pierwsze tygodnie wyciskałam koszulki z potu, bo było tak gorąco. Wszystko wydawało się egzotyczne, ale nigdy nie zapomniałam o tym, że jestem tam gościem. Gdybym od początku nastawiła się negatywnie, to nie mogłabym teraz robić tego, co przynosi mi radość i satysfakcję.

Pierwsza podróż zapoczątkowała to, co dalej działo się w twoim życiu?

- Tak. Skończyłam studia - pedagogikę społeczną oraz terapię pedagogiczną na Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie - i szukałam pracy. Przypadkiem przeczytałam ogłoszenie na portalu dla organizacji pozarządowych www.ngo.pl, że Centrum Aktywności Twórczej z Leszna szuka wolontariuszy na wyjazd do Ghany w ramach projektu "European Voluntary Service". Potrzebowali osób, które mogłyby np. pracować w szkole z dzieciakami. Można powiedzieć - zrządzenie losu. Wysłałam aplikację, nie mówiąc o tym nikomu. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast i tak zaczęła się moja przygoda.

Zanim wyjechałaś, przygotowywałaś się jakoś specjalnie?

- Tak. Projekt zapewniał szkolenie przedwyjazdowe, m.in. z podstawowych metod pracy, a także możliwość poznania innych wolontariuszy. Oczywiście, przed wyjazdem należało odbyć szereg badań i przyjąć niezbędne szczepionki.

Od tego czasu ile razy byłaś w Ghanie?

- Dwa razy. W sumie spędziłam tam 18 miesięcy. Podczas pierwszego pobytu razem z mieszkańcami wioski w Duadze zbudowaliśmy przedszkole im. Janusza Korczaka dla 80 dzieci. Niesamowitym ukłonem z ich strony było nadanie mi tytułu królewskiego. Przybrałam ghańskie imię Efua, pochodzące od dnia tygodnia, w którym się urodziłam. To zapoczątkowało między nami nić porozumienia. Przy okazji drugiego pobytu pomagałam wyposażyć przedszkole oraz przeszkolić pracowników, bo na siedem osób tylko dwie miały kwalifikacje pedagogiczne. Wykształcenie w Ghanie to luksus nie dla wszystkich.

Jak wygląda życie mieszkańców?

- Wioska ma około tysiąca mieszkańców. Ich głównym zajęciem jest rolnictwo i produkcja oleju palmowego. To jedyne źródło dochodu. Na farmach pracują całymi rodzinami, nawet z maleńkimi dziećmi. Samo miejsce jest bardzo malownicze, choć proste. Ludzie żyją blisko natury, często brakuje im podstawowych rzeczy, jak wody i prądu. Kobiety wstają wcześnie rano, by pokonać kilka kilometrów do studni i później ugotować coś na paleniskach. Mimo wszystko rzadko słyszę z ich ust narzekanie...
 

Żyłaś blisko tych ludzi?

- Mieszkałam niedaleko, w miasteczku Mankessim, położonym około 8 km od wioski. Moje utrzymanie wspierał projekt "Wolontariat Polska Pomoc", który jest współfinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Dzieci, z którymi pracowałam, od razu skradły moje serce, a ja równie szybko zaprzyjaźniłam się z mieszkańcami. Stałam się częścią ich społeczności.

Miałaś problemy w porozumiewaniu się?

- Komunikacja to istotna sprawa. Urzędowym językiem w Ghanie jest język angielski, ale mieszkańcy wioski w zdecydowanej większości mówią jedynie w lokalnym dialekcie. Starałam się go nauczyć, by chociaż na podstawowym poziomie móc się z nimi porozumiewać. Chodziłam też na lekcje lokalnego języka "fante", a na co dzień pomagał mi tłumacz.

Czym różni się szkolnictwo od tego, które znamy?

- To zupełnie inny świat. Stan większości szkół jest fatalny, szczególnie w wioskach i małych miasteczkach. I choć istnieje obowiązek posyłania dzieci do szkoły między 5. a 16. rokiem życia, nie jest on powszechnie respektowany. Często trzeba za szkołę zapłacić, kupić książki, zeszyty. Większości rodzin po prostu na to nie stać, a nie mogą liczyć na wsparcie finansowe. Ja staram się im dać tyle, ile mogę.

Jak wygląda przedszkole? Dzieci robią to, co polskie przedszkolaki?

- To edukacyjna przystań i bezpiecznie miejsce dla dzieci między 2. a 5. rokiem życia. Uczą się prostych rzeczy, m.in. współpracy zamiast rywalizacji, komunikowania swoich potrzeb. Oczywiście, jest też czas na zajęcia plastyczne, matematykę, śpiew i taniec. Na ten ma moment mamy dwie kolorowe sale i patio, gdzie dzieciaki, podobnie jak w Polsce, "zaliczają" popołudniową drzemkę. Staramy się, aby to miejsce było przede wszystkim przyjazne dla maluchów.

Historie tych dzieci wpływają na twoje życie?

- Bardzo je pokochałam. Każde z nich marzy o tym, żeby w przyszłości pójść do szkoły. W przedszkolu mają swój kawałek świata. Prawdopodobnie nigdy by go nie miały, gdyby tego miejsca nie było. Ich matki ciężko pracują i zwykle nie mają czasu, żeby poświęcić im wystarczająco dużo uwagi i ciepła.

 

Swoje życie dzielisz teraz na dwa światy?

- Można tak powiedzieć, choć bliżej mi do tego afrykańskiego. Tam jest przedszkole, które musi funkcjonować. Edukacja wczesnoszkolna nie jest wspierana przez rząd, więc przyszłość naszej placówki to moja odpowiedzialność. Pozyskuję środki, szukam sponsorów na dalszą działalność, odpowiadam za organizację zajęć. Dzieciaki nie miałby szans, gdyby rodzice musieli płacić pełne czesne w wysokości około 6 zł dziennie. Wykorzystuję więc różne projekty, z których mogę pozyskać jakieś fundusze. Wszystkie przeznaczam na funkcjonowanie przedszkola, dożywianie dzieci, opłacanie personelu, zakup książek, pomocy edukacyjnych i mundurków. Wspierają mnie też przyjaciele, wpłacając co miesiąc drobne kwoty. Cały czas szukam nowych rozwiązań. Nie chcę, by przyszedł taki dzień, kiedy nie będę miała za co nakarmić maluchów i zapłacić nauczycielom.

Są już konkrety?

- Po raz kolejny staram się pozyskać środki z rządowego programu "Wolontariat Polska Pomoc", który daje możliwości wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży ze środowisk wiejskich oraz realizację programu profilaktycznego wśród kobiet z wioski. Teraz czekam na decyzję. Myślę, że na przełomie lipca i sierpnia pojawi się realna szansa na powrót do Ghany i moich 80 dzieciaków, za którymi tęsknię.

Kolejne plany?

- Jednym z wielu pomysłów jest stworzenie biblioteki, w której znajdą się ghańskie bajki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Może uda się je spisać i opublikować. Oprócz tego nadal będę prowadzić zajęcia dla dzieci, szkolenia dla nauczycieli i mam, żeby lepiej rozumiały potrzeby swoich pociech, okazały im więcej miłości i zainteresowania. Pracy jest sporo.

Czyli to nie będzie ostatnia podróż?

- Na pewno nie. Nie wierzę w wolontariat, który trwa miesiąc. To minimum, którego potrzeba, żeby zrozumieć, dlaczego Ci ludzie żyją tak, a nie inaczej. Nie wiem, na ile i jak długo będą mnie wspierać programy, ale najbliższą przyszłość wiążę z Ghaną.

Ktoś, patrząc na to z boku, może zapytać, a gdzie stabilizacja, stałe miejsce pracy, comiesięczna pensja, czas na założenie rodziny?

- Wielu ludzi myśli, że stała praca i comiesięczna pensja to klucz do szczęścia, a tak naprawdę każdy po cichu marzy o odrobinie szaleństwa, wyrwaniu się z rutyny. Człowiek szczęśliwy to ten, który realizuje swoje marzenia. Ja jestem szczęśliwa.

A jak twoi rodzice reagują na wiadomość o kolejnych wyjazdach?

- Bardzo mi kibicują. W Ghanie większość czasu jestem sama i nie ukrywam, że miewam kryzysy i jak każdy - słabsze dni. Na szczęście rodzice od początku mnie wspierają, bo wiedzą, że właśnie tam znalazłam swój kawałek świata.

Jeśli ktoś po przeczytaniu tej rozmowy pomyśli: "Może ja też mógłbym zostać wolontariuszem", jak ma się do tego zabrać?

- Wolontariat to przede wszystkim wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka bez względu na szerokość geograficzną. Również tu, na miejscu. Wystarczy rozejrzeć się wokół - na pewno ktoś potrzebuje pomocy lub ją organizuje dla innych. Można także odwiedzić stronę www.ngo.pl. Jest tam wiele inspiracji, porad i ofert współpracy.

A jak można pomóc bez wyjeżdżania?

- Nie trzeba sprzedawać domu, brać kredytów, a nawet rezygnować ze swoich przyjemności, by wpłynąć na życie malucha na drugim końcu świata. Wystarczy podarować 5 zł - to posiłek na cały tydzień dla jednego dziecka w moim przedszkolu.

Rozmawiała Justyna Derda
 

 

 

 

ZAŁĄCZNIKI:

Prezentacja "Pomaluj świat dzieci w Ghanie"

Utworzono dnia 27.04.2016, 19:07

Prezentacja "Pomaluj świat dzieci w Ghanie"

Ranking olimpijski COPTIOSH

Reforma edukacji

Tutoring - nowa filozofia kształcenia

Słowacki OFF