Przejdź do głównej treści

Oficjalna strona I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie Oficjalna strona I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie

Oficjalna strona I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie

Goście

Czcionka:

Muzyka pełni ważną rolę w moim życiu - wywiad

z Muńkiem Staszczykiem


Znany wszystkim, jako autor wielu polskich piosenek m.in. Chłopaki nie płaczą czy Tina. 
Z jednej strony człowiek o ogromnej popularności, z drugiej najzwyklejsza osoba na świecie. Kim tak naprawdę jest MUNIEK STASZCZYK? Odwiedzając I LO im. J. Słowackiego w swoim rodzinnym mieście, Częstochowie, pokazał wszystkim oblicze i gwiazdy i po prostu człowieka. 

Z czym najbardziej kojarzy Ci się Częstochowa?
M.S.:  Częstochowa to moje miasto, tu są moje korzenie. Na Zawodziu się urodziłem, więc jest to dla mnie szczególne miejsce.  Raków, to dzielnica w której się wychowałem i praktycznie tam pozostawiłem najwięcej wspomnień, moje czasy dzieciństwa w tym przypadku odgrywają szczególną rolę.  Ważne są także stragany przy Jasnej Górze czy tereny dawnego getta.  Czuję do tych miejsc sentyment, strasznie mnie tu ciągnie. 

Dlaczego wybrałeś akurat polonistykę za kierunek swojego kształcenia? 
M.S.: Szczerze mówiąc, zrobiłem to wyłącznie dla rodziców, którzy po usłyszeniu tego co chciałbym w życiu robić, bardziej zaczęli się o mnie martwić. Chcąc zapewnić mi przyszłość, wysłali mnie na polonistykę. 

Skąd pomysł na to, aby zacząć śpiewać?
M.S.: W czasach mojego dzieciństwa, dzieciaki zajmowały się różnymi rzeczami. Głównym zajęciem była piłka nożna, no i jakaś gra, załóżmy na gitarze. Ja za bardzo nie widziałem się na boisku, więc wybrałem tą drugą opcję i same widzicie że pozostało mi to, aż do teraz. 

Co skłoniło Cię do założenia zespołu ?
M.S.: Byłem ogromnym fanem muzyki, który miał mnóstwo wolnego czasu, więc z kolegami postanowiliśmy zapełnić czymś nudę. Zaczęliśmy robić próby, spotykać się i jak widać dzisiaj opłacało się.

Wyobrażasz sobie życie bez muzyki.
M.S.: Powiem krótko - nie. Muzyka jest całym moim życiem. Można być znudzonym ciągłym graniem, ale to mija i człowiek wraca do pasji którą kocha i w której najlepiej się czuje.

Jest jakaś pasja, która konkuruje z muzyką?
M.S.: Jak już wspomniałem muzyka to moje życie. Na niej skupiam niemal całą uwagę. Oprócz niej   lubię podróżować. Interesuję się piłką nożną i filmem.

Jakie rady udzieliłbyś początkującym muzykom?
M.S.: Na pewno to, aby dążyli do celu, nie zrażali się niepowodzeniami. Powinni dążyć do celu i dawać z siebie wszystko. Determinacja w tym zawodzie i w tej pasji jest potrzebna, a nawet konieczna, aby odnieść sukces.

15 marca odbyła się premiera nowego albumu, czy jesteś zadowolony z wyników pracy?
M.S.:  Jestem bardzo zadowolony z wyników tej pracy. Widać, że wyszło coś dobrego i tego się trzymajmy. 

Jaki masz stosunek do swojej popularności?
M.S.: Trzymam wszystko na dystans. Nie czytam o sobie, bo przecież można zwariować. Oczywiście jestem czasami rozpoznawalny na ulicy, ale nie robię z tego większej sensacji. Fajnie, że ludzie mnie znają, ale trzeba zachować umiar. 

Czy już coś obmyślasz na przyszłość, czy raczej robisz przerwę ?
M.S.:  Chciałbym dać sobie trochę czasu. Jak na razie będę koncertować solo do końca tego roku, a później zobaczymy. Z jednej strony chciałbym już zakończyć swoją karierę, a z drugiej trochę mi szkoda. Nigdy nic nie wiadomo.


rozmawiały: Daria Duda, Ewelina Baran

 

 


„Przez cały czas jesteśmy tymi samymi chłopakami, nasza osobowość jest taka jak kiedyś. Myślimy, że przysłowiowa woda sodowa nie uderzyła i nie uderzy nam do głowy.”

ZWYCZAJNI LUDZIE HAPPYSADU

Przyjeżdżają do Liceum im. Słowackiego w Częstochowie, tak jakby było to coś normalnego. Nie krępują się, są wyluzowani i bez owijania w bawełnę odpowiadają na zadawane pytania uczniów. Kim są - każdy wie. Prawie wszyscy znają ich najnowszy utwór "Mów mi dobrze" . Robią karierę, koncertując po całej Polsce, nagrywają płyty i mają mnóstwo fanów, a przecież tak jak siebie nazywają są "zwykli".

Co zmotywowało was do założenia zespołu? Czy była to tylko pasja do muzyki?

Happysad: Raczej nie, nie kierowaliśmy się tylko tym, że bardzo interesuje nas muzyka.  Chcieliśmy wprowadzić w życie jakąś radykalną zmianę, to było nam naprawdę potrzebne. Wiecie, w pewnym momencie poczuliśmy, że istnieje jakiś element, którego brakuje no i,  niestety, musieliśmy go uzupełnić, skutek tego taki, że rozmawiamy tu z wami jako goście specjalni. Nie ukrywam, że jest to dla nas ogromna przyjemność.

Zespół został założony w 2001 roku. Czy była to decyzja spontaniczna, czy raczej przemyślana?                 
HS. Totalny spontan, jeszcze dobrze nie wiedzieliśmy, jak to się wszystko potoczy, ale już było pewne, że zespół będzie. Czasami nam się wydaje, że coś zrobione "na szybko" przyniesie więcej satysfakcji, niż to, co jest przemyślane od deski do deski.

Dlaczego akurat "rock" ?

HS. Dlaczego rock? Jest to taki typ muzyki, który od zawsze nam się podobał. Kuba od najmłodszych lat pasjonował się gitarą, no my w sumie też. Kupowaliśmy rockowe płyty, po które trzeba było jechać czasami kilkanaście kilometrów, ale nie żałujemy tego i pamiętamy, że mimo tego wszystkiego to były naprawdę fajne lata.

Wasze pseudonimy są naprawdę zaskakujące. Skąd na nie pomysły?

HS. Nasze pseudonimy wcale nie są zaskakujące (śmiech), one po prostu wychodzą same z siebie. Odkąd pamiętamy były i tak naprawdę powiedzmy, że same się wymyśliły. Choć możemy tu dodać, że jeśli chodzi o pseudonim naszego kolegi Łukasza to z tym była ciekawa historia. Chłopak sprzedawał przed laty latawce nad morzem i ten wątek życiowy ciągnie się za nim aż do teraz, ponieważ dzieciaki, którym je sprzedawał któregoś pięknego dnia zaczęły go gonić, krzycząc "Pan Latawiec" i tak już zostało, koniec historii.

Co daje wam muzyka?

HS. Ogromną radochę. To co robimy jest super i tego się trzymajmy.

Jaka integracja panuje w zespole? dogadujecie się czy kłócicie? Jak wygląda wasza przyjaźń?                                       
HS. Słuchajcie, w grupie jak to w grupie, zawsze pojawiają się jakieś spięcia, ale nie wykluczajmy fajnych chwil. Gdy spotykamy się z innymi zespołami, dziwią się nam jak dobrze się dogadujemy. Uważamy to za wielki plus. Integrujemy się chyba od czasu założenia grupy, praktycznie non stop się uzupełniamy. Przyjaźń też jest w kolorowych barwach.

Jaką tematyką kierujecie się, tworząc utwory?
HS. Jeśli mielibyśmy konkretnie określić, to najczęściej wybieramy rodzaj codzienności, ale  naprawdę nie mamy czegoś głównego. Może wyda się to śmieszne, ale nie używamy żadnych długopisów ani kartek. Jest pomysł - super, zaczynamy go realizować i tak od słowa do słowa, dźwięku do dźwięku powstaje albo coś fajnego albo coś co nadaję się do kosza. 

Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że określa się was mianem najlepszego zespołu, przecież gracie ponad 500 koncertów w kraju?
HS. 
Może i nas się określa mianem najlepszego zespołu, my się z tego bardzo cieszymy, ale nie zapominamy kim byliśmy wcześniej i musimy powiedzieć, że oprócz napiętego planu i częstych podróży, nie zmieniliśmy się w ogóle. Przez cały czas jesteśmy tymi samymi chłopakami, nasza osobowość jest taka jak kiedyś. Myślimy, że przysłowiowa woda sodowa  nie uderzyła i nie uderzy nam do głowy.

Który koncert wspominacie najlepiej?
HS. 
Wszystkie wspominamy najlepiej. Naszą zasadą jest to, że koncert bez wtopy to nie koncert i oczywiście w praktyce jak najbardziej się to sprawdza. Szczerze mówiąc, gdyby nie było występu bez wpadki, raczej nie byłoby już zespołu, ale na szczęście gafy przez cały czas nam towarzyszą i jest ok.

Koncertujecie po całej Polsce, macie napięty grafik i w związku z tym jak wygląda Wasze życie prywatne?
HS. 
Nasze życie prywatne...trudne pytanie. Nie no wygląda to tak, że raz jesteśmy w domu i jest "normalnie", a raz dostajemy wiadomość że musimy wyjechać załóżmy na tydzień. Rodzina jest do tego chyba już przyzwyczajona. Nasze kobiety, wiążąc się z nami wiedziały, na co się piszą, nie zawsze jesteśmy pod ręką i to niestety wymaga wyrzeczeń. To jest oczywiście czarny scenariusz, ale wiedzmy, że są też te miłe chwile, o których warto wspomnieć. 

Jak się Wam podoba nasze miasto?
HS. 
Częstochowa... bardzo ładne miasto. Prawda jest taka, że dobrze się tutaj czujemy. Myśleliśmy, że odwiedzimy naszą ulubioną restaurację "DekaSmak" i w końcu najemy się do syta, a tu taka niespodzianka: knajpkę zamknęli i zostaliśmy zmuszeni do przejścia na druga stronę ulicy do Sphinxa. Po prostu pech.

Jakie wrażenia po wczorajszym koncercie? Spodobała się wam częstochowska publiczność?
HS. 
Wczorajszy koncert należy do udanych. Bardzo się cieszymy że w takim mieście jak Częstochowa mamy takich fanów. Lubimy występować w klubach, gdzie widownia nie jest aż tak duża. Wiadomo, jak publiczność jest ogromna, to wtedy towarzyszy wszystkiemu taki power, że czasami wychodzimy z siebie. Tylko proszę nie myśleć o nas źle, nam to sprawia naprawdę ogromną frajdę.

Jakie macie plany na przyszłość?
HS. 
Na razie myślimy o wydaniu kolejnej płyty, ale są to jak dla nas tylko marzenia. Tak naprawdę jesteśmy otwarci na nowe doświadczenia i nie wiemy co może się jeszcze wydarzyć. Mamy nadzieję, że nasza kariera będzie się dalej tak rozwijać jak teraz, że będziemy mogli sprawiać ludziom radochę i że sami będziemy mogli na swój sposób się rozwijać. Jesteśmy zadowoleni z tego co jest, a to co przyniesie przyszłość, być może jak zwykle nas zaskoczy.

Rozmawiały: Ewelina Baran, Daria Duda

 

E-dziennik

Ranking olimpijski COPTIOSH

Tutoring - nowa filozofia kształcenia

Reforma edukacji

Słowacki OFF